Festiwal muzyki chrześcijańskiej 2010 w Białymstoku odwołany! Song of Songs 2010 ostatnia edycja! Wiele innych imprez chrześcijańskich zawieszonych, dziesiątki koncertów w ostatniej chwili odwołanych itd…
Jeśli mielibyśmy kolokwialnie mówiąc: wsadzić pewną grupę muzyków do szuflady pt. Muzyka Chrześcijańska, to będzie to chyba najbiedniejsza szuflada w całym muzycznym regale. Przyszły ciężkie czasy dla muzyków z tej szufladki. Mam wrażenie, że około dziesięć - piętnaście lat temu nastało przebudzenie wśród muzyków, zawiązało się wiele zespołów, festiwali, czasopism, portali. Jednak przez ostatnie lata jesteśmy świadkami jak gorące zamienia się w letnie, jak wszystko staje się obojętne, jak zanika pasja… Nie chciałbym sprowadzać wszystkiego do jednego, ale jedną z przyczyn może być… No właśnie, co? Może tak prozaiczna rzecz jak finanse?
Kilkanaście lat ciężkiej pracy, wiele godzin ćwiczeń, bóle pleców, rąk, palców, ust, włożone grube pieniądze w edukację, sprzęty muzyczne zdobyte przez dziesiątki wyrzeczeń i to wszystko idzie na marne? Do tego niestety dochodzi jeszcze ciągłe piętnowanie przez innych wierzących, że jeden z drugim odważył się przyjąć pieniądze za granie koncertu ewangelizacyjnego, czy udział w jakiejś imprezie, na której głosi się Jezusa. Krzyczą: Komercja, komercja, sprzedali się! Ale czy nigdy nikt nie wpadł na to, że muzycy też muszą z czegoś żyć? Wydaje się, że zawód muzyk wśród chrześcijan nie istnieje!? Inni z kolei myślą, że to przecież ich pasja i kochają to, co robią, więc jeżdżą po kraju i z przyjemnością grają za obiad. Oczywiście… to taka sama pasja, jak naprawianie samochodów, budowanie domów, tworzenie mebli… Tak jak robotnik idzie do fabryki, tak muzyk jedzie grać koncerty, ale nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić, że robotnik do fabryki chodzi pracować za darmo. A czy nie jest napisane, że robotnik jest godzien zapłaty?
Tak to już jest, że muzycy często muszą zostawić rodziny, żony z dziećmi, mężów i jechać na drugi koniec kraju. Potem muszą wrócić do domu, opłacić czynsz, nakarmić dzieciaki, utrzymać w ryzach to wszystko… Dlatego grają koncerty i imprezy w świecie… I znowu historia się powtarza i słyszy się docinki od tych, którzy uważają się za braci: Jak to można się tak bratać ze światem? Jednak muzyk to zawód… A czy ci, którzy tak mówią myśleli o tym gdzie i z kim pracują? Czy istnieją chrześcijańskie kopalnie, stolarnie, warsztaty samochodowe, banki, biurowce?
Absolutnie nie jest moim zamiarem narzekać jak i piętnować kogokolwiek tym artykułem, proszę nie zrozumcie mnie źle, robię to z całą pokorą jaką mam. Jednak pragnę zwrócić naszą i Waszą uwagę kochani na to, że w tej branży jest dziś naprawdę ciężko i może być tak, że w kościele zrobi się cicho i za jakiś czas Ty bracie i Ty siostro będziecie musieli wziąć instrument i poprowadzić uwielbienie, koncert, bo muzycy znikną i pójdą do… fabryki.
Zdziwiony? Zastanawia mnie, jakby zachował się Nehemiasz w dzisiejszych czasach... Sądzę, że może podpisał by się pod tym artykułem. Dlaczego? Wnioskuję to z treści poniższego wersetu (Neh 12-10): "Dowiedziałem się również, że nie dostarczono przydziałów lewitom i że oni - lewici i śpiewacy pełniący służbę - uciekali, każdy na swoje pole. Wtedy zganiłem zwierzchników i powiedziałem: "Czemu dom Boży jest opuszczony?" Zebrałem lewitów i postawiłem ich na ich stanowisku"...
Bóg troszczy się o każdego człowieka, i głęboko wierzę, że każdy ma swoje miejsce w Jego wielkim planie, myślę też, że dla muzyków jest to wielka próba wiary. Dlatego proszę Was moi drodzy o modlitwę i jeśli będziecie brać udział w jakiejś dyskusji - nie milczcie!
Od kilku lat wzorujemy się ciągle na artystach zagranicznych, tłumaczymy pieśni innych wykonawców, a w tym czasie nasz rodzimy potencjał zaczyna być coraz bardziej pogrzebany. Nie pojawia się nowa muzyka, nowe pieśni, nowe płyty, a czołowi polscy artyści, wierzący ludzie zaczynają zajmować się czymś innym. Jeśli jednak pojawi się jakaś nowa pozycja, czy krążek, to niestety wielu je kopiuje.
Może warto zadać sobie kilka pytań: kiedy ostatnio zapłaciłem za dobry koncert grupy chrześcijańskiej, kupiłem płytę, wsparłem służbę muzyczną, zorganizowałem koncert, zasponsorowałem cokolwiek służbie muzycznej w kościele i na zewnątrz i co najważniejsze: kiedy modliłem się i wstawiałem za muzykami tak autentycznie? Jeśli pewne rzeczy złapią odpowiednie proporcje, to z pewnością wszystko wróci na swoje miejsce. My również modlimy się usilnie o to oraz o zrozumienie, którego też często brak… Częściej słyszy się krytykę - "grają ze światem", "chcieli wynagrodzenie za koncert chrześcijański", "ciągle nie ma ich w kościele" - niż dobre słowo - "grają ze światem i głoszą tam ewangelię wśród muzyków", "wsparłem ich służbę aby się rozwijali i głosili dobrą nowinę oraz uwielbiali Boga na zgromadzeniach", "nie ma ich w kościele bo służą Bogu w kraju, błogosławimy ich"… Przypomnijmy sobie co Biblia mówi o muzyce i muzykach... Może czas zaproponować coś więcej niż zwroty kosztów naszym muzykom? Może przy organizacji wielkich festiwali czy koncertów warto odwrócić priorytety: sprzęt i scena kontra zespoły które wystąpią? Bo jak to możliwe, że na końcu dzwoni się do zespołów i mówi: mamy super scenę i nagłośnienie, ale nie mamy już budżetu na zespół - przyjedziecie za darmo?
Zapraszam Was do dyskusji. Napiszcie, podzielcie się co myślicie o tym temacie?
Co możemy zrobić, jak pomóc muzykom?
ktos tu pisal ze na konfy zalatwias sie super sceny i naglosnienie, a potem sie prosi o zespoly zeby zagraly za darmo. wczoraj skonczyla sie konfa w Gdyni MajRejs. mysle ze pod tym wzgledem konfa w gdyni byla przykladem swietnego balansu i mozna brac z niej przyklad pod tym wzgledem. byly koncerty 3-ch swietnych zespolow chrzescijanskich ( Theocrysis, Kawa i Fruhstuck ). Naturalne warunki naglosnieniowe srednie ( sala gimnastyczna ), scena byla prosta i funkcjonalna, naglosnienie jak dla mnie bylo ok ( aczkolwiek nie znam sie na tym, - wiecej tutaj mogą powiedziec same zespoly, albo Śledziu który pokrecił gałkami przy konsolecie - szacun ). Nie bylo zadnych swiatełek, laserów, dymu, kolorofonów czy stroboskopów. Uwielbienie było super, koncerty też pierwsza klasa. Naprawde dobry czas i mysle ze pod wzgledem techniczno organizacyjnym sceny i muzyki kazdy może brać przykład. Nie znam do konca realiow cenowych tej imprezy i tego czy zespoly zostaly wynagrodzone zgodnie z tym co chcialy, ktos kto to wie moglby sie wypowiedziec na ten temat. Reasumujac - okiem aktywnego uczestnika konferencji bylo widac odpowiednie wyważenie zasobów sprzętowych i ludzkich. pozdrawiam
Nie wszystko musi być czarne i białe. Przecież taki zespół może pisać i promować teksty poruszajace serca i o tym by być lepszym, ale ważne aby taki człowiek, który nie zauważy w tym Jezusa a jedynie chęć bycia lepszym, kupujac płytę znalazł na niej rozwiązanie jakim jest Jezus! "Bądźcie przebiegli"... Poza tym jeśli zespół określa się w wywiadach czy w biografii wartościami chrzescijańskimi to chyba wszystko dla słuchacza będzie jasne. Dla mnie nie jest to chowaniem swiecy...
Odnosząc się do wypowiedzi Michała, myślę, że kluczowy jest moment, w którym zastanawiamy się czy w piosence umieścić słowo "Bóg" lub "Jezus" ze względów promocyjnych i wizerunku. To w pewien sposób określa szczerość i jakość naszego działania. Zgadzam się z tym odniesieniem do Obywatela GC i Niemena. Uważam też, że jako artyści powinniśmy tworzyć i pisać po prostu o tym co czujemy. Będąc wierzącymi nie ma szans byśmy naturalnie nie napisali choć jednego utworu poświęconego wierze. Ważne, żeby było szczere. Jeśli celem jest skłonienie kilku serc ku Bogu, to z tego co rozumiem, Biblia uczy nas, że my możemy coś zasiać, ale to Bóg daje wzrost. Patrząc na to w ten sposób - jeśli kombinujemy na siłę, Bóg po prostu może tego nie pobłogosławić - będą fajne słowa i muzyka, jednak bez niesienia duchowej przemiany. Dla mnie to wygląda podobnie jak projekcja filmu "Opowieści z Narnii" w celach ewangelizacyjnych. Będąc chrześcijaninem niby znalazłem analogie do historii biblijnej, natomiast rozmawiając o tym z niewierzącymi znajomymi, spotkałem się z wielkim zdziwieniem, że ktoś w ogóle połączył obie historie w ten sposób. To samo może się dziać z muzyką - można w kimś stworzyć pragnienie bycia lepszym, super - ale czy to przyprowadzi go do zbawienia? Pamiętajmy też, że wierzący odbiorcy nie potrzebują zawsze przekazów "wprost", a czegoś słuchać muszą :) Jedno tylko chciałbym widzieć w muzyce chrześcijańskiej - twórzmy szczerze i ambitnie - nie rzucajmy utartych frazesów i chrześcijańskiego "slangu". To niestety zraża coraz więcej osób, także wierzących...
Przepraszam za zwłokę w odpowiedzi, już odpisuję. Pytanie o to, czy wierzącemu muzykowi jest w ogóle wolno pisać o „zwyczajnych” rzeczach, albo czy musi zawierać w tekstach określenia Boga jest chyba ślepym zaułkiem. Bo tak naprawdę powinniśmy chyba spytać o to, jaki jest CEL grania chrześcijańskich zespołów. Czy celem jest zdobycie popularności wśród niewierzących słuchaczy, czy celem jest dotarcie z Ewangelią do mniejszej grupy osób spoza kościoła. I od razu chcę jasno powiedzieć – nie oceniam żadnej z tych motywacji. To chyba indywidualna sprawa. Dlatego piszę o moich odczuciach. Sytuacja wierzących zespołów kojarzy mi się z wielkimi Polakami, którzy w czasie, gdy Polski nie było na mapach, w XIX w., czuli się w obowiązku pisać „ku pokrzepieniu serc”. Jest ich zasługą, że dzisiaj, mimo trudnej historii, możemy się szczycić najwyższej klasy dziełami z tego okresu. I chyba podobnie jest z treścią chrześcijańskich utworów. Oczywiście nie ma przymusu – wierząca kapela może pisać protest songi o tym, co ich wokół wkurza itp. Tylko naprawdę nie wierzę, że przeskoczą popularnością i kunsztem Obywatela GC czy Niemena, a prawda jest taka, że ich największe hity, do teraz grane nawet w komercyjnych stacjach radiowych, nic nie zmieniły. Co z tego, że ludzie wciąż uwielbiają nucić „Dziwny jest ten świat”, albo „Mamonę”? My – ludzie wierzący, wiemy co jest jedyną siłą, by zmienić serce człowieka, by człowiek zaczął chcieć być dobry. Nie jest tą siłą na pewno protest song. Nie mogę więc zrozumieć, dlaczego nie mówić o Bogu w piosenkach. Nawet zakładając, że na rozszerzenie takich „normalnych”, „niewierzących” tekstów będzie czas w czasie koncertów, to kto je usłyszy? Może odsetek słuchających… Trochę to dla mnie pachnie chowaniem świecy pod korzec. Z tym że zaznaczam – to moje prywatne zdanie, w tej dość trudnej sprawie. Na pewno ważne jest, byśmy odpowiedzieli sobie na jdeno: co jest CELEM danej kapeli, a co ma służyć jako ŚRODEK do jego realizacji
Michu... posłuchaj tego zespołu http://www.myspace.com/storylove dla mnie to rewelacja w światku chrześcijańskim :) Posłuchaj np utworu THALITHA KUM i powedz czy nie idą za Jezusem :)
@Michu Powiedz, ponieważ nie rozumiem, dlaczego chrześcijanie nie mogą śpiewać piosenek o miłości, np. do żony, nie śpiewać o tym co ich denerwuje (np rozwalanie przystanków autobusowych przez wandali) albo o pięknej przyrodzie, przecież mamy swoje przemyślenia w różnych tematach, itd...
Polska muzyka chrzescinańska jest ambitna... i dlatego nie grają jej w mediach :)
Apropos przebicia się do mainstreamu, myślę, że Szymon wskazał na bardzo ważną rzecz: rzeczywiście słuchając radia nie bardzo da się zauważyć, by polskie popularne piosenki reprezentowały jakiś szczególnie wysoki poziom. Nie wiem, czy na pewno chodzi o to, że muzyka chrześcijańska nie przebija się, bo jest za słaba… Płyty MateO nie trzymają poziomu? ;) I chciałbym, żebyśmy rozprawili się tutaj z pewnym mitem, że na Zachodzie jest inaczej, że tam można w radiu usłyszeć i chrześcijańskie teksty. Nie bardzo wiem gdzie tak jest, bo na pewno nie w Europie… Poza niektórymi hitami U2 i nieśmiertelnym Shackles [Mary Mary] właściwie taka muzyka i tam się nie przebija. I w tym sensie polski rynek muzyczny jest właściwie całkiem normalny, nie odbiega od zachodniego. Skąd więc tamtejsze zespoły biorą pieniądze na działalność? Dokładnie nie wiem, ale wydaje mi się, że z koncertów [w kościołach, na konferencjach czy festiwalach], które jednak opłacane są z kieszeni ludzi wierzących. Hojnych ludzi wierzących;) Nie wydaje mi się też, że dobrą drogą dla chrześcijańskich zespołów jest świadoma rezygnacja ze zbyt „wierzących” tekstów, w imię zdobycia szerszego grona słuchaczy. Trochę mi to przypomina sytuację z młodzieńcem, który przyszedł do Jezusa i zapytał go dlaczego, mimo że przestrzega przykazań, że jest porządnym człowiekiem nie ma pewności zbawienia. A Mistrz mu odpowiedział, że to wszystko fajnie, że robi tyle dobrego, ale dopiero PÓJŚCIE ZA NIM może go uratować. Trochę się boję, że kiedy ludzie wierzący świadomie pomijają fakt pójścia za Jezusem w swoich tekstach, sprzedają zgubionym kit, że samo czynienie dobra może coś zmienić. Takie umacnianie w powszechnym wierzeniu, że uczynki mogą zbawić;)
Przypomina mi się rozmowa z pewną Afrykanką mieszkającą w Polsce i jej opinia o polskich wierzących. To nawet nie opinia, raczej gest - wskazała na kieszeń i powiedziała - zziiiipppp (zapięte). Takie macie podejście do pieniędzy. U nich (w jej społeczności) nie do pomyślenia jest, by kogoś nie wynagrodzić. Ta osoba zawsze może odmówić, oddać kasę, przekazać ją na inny cel, ale to byłby duży dyshonor, gdyby chcieli coś za darmo. Usługującym daje się wolność. W ten sposób są i hojni, i błogosławieni. Jedni i drudzy.
Wiem jedno. Za darmo nic nie ma. Dawanie za darmo prowadzi do demoralizacji. I przykro mi to powiedzieć, ale wiem to z doświadczenia, że w chrześcijaństwie gdzie powinien być dawany przykład wynagradzania za pracę, za przedsiębiorczość, dzieje się coś odwrotnego... No bracie nie kochasz Pana Jezusa, nie kochasz braci, kościoła... no bracie usłuż nam za darmo. Powinno być tak, że za pracę się płaci a daje się w wolności... te rzeczy trzeba oddzielić i jak to pierwsze, w przypadku migania się od zapłaty za pracę należy zdecydowanie potępić tak w kwestii drugiej tzn. dawania osąd nie do nas należy. Dzieje się niestety odwrotnie i tzw. chrześcijaństwo demoralizuje, osłabia ducha przedsiębiorczości, który jest śmiem twierdzić rodzaju Boskiego. Muzycy ceńcie się stosownie do wkładu waszej ciężkiej pracy co się mam nadzieję( i tego wam życzę) przekłada na jakość waszych usług.
ja bym tam nie panikował, nie wpadajmy w histerię z tego powodu że jakiegoś festiwalu już nie ma! może nadchodzi nowe pokolenie, któremu niekoniecznie pasuje obecna muzyka lub mentalność, może czas na jakieś zmiany???
artykuł pierwsza klasa. Samo zycie! Pozdrowienia od Pneumy
Ciekawy artykuł. Interesująca dyskusja. Mam tyle myśli, że nie wiem od której zacząć. Na razie ograniczę się więc do jednego spostrzeżenia. Na początek zaznaczę, że to jest bardzo ważne, żeby tworzona przez chrześcijańskich artystów muzyka była na możliwie najwyższym poziomie muzycznym artystycznym i duchowym. Jest tylko jedno ale [i wcale nie mamna myśli ALLELUJA;)] Czy oglądaliście film: "Nakręceni, czyli szołbiznes po polsku"? Ciekaw jestem Waszych opinii na temat polskiego rynku muzycznego. Nie zgadzam się z twierdzeniem, że istnieje wysoka korelacja pomiędzy poziomem artystycznym utworów, a ich emisją w mediach. Posłuchajcie co tak naprawdę serwują Wam stacje radiowe... Tu chodzi o coś innego. Pozdrawiam :)
No i temat się klaruje... Wniosek: dbać o technikę, rozwijać się, tworzyć teksty dla KAŻDEGO (nie tylko dla wierzących), które poruszą serca, dadzą nadzieję strapionym i światło tym, którzy żyją w ciemności. Wszystko robić na najwyższym poziomie, mieć dobrych producentów i starać się o porządne wydawnictwa... Tylko czy wtedy znajdą się fundusze i wsparcie?
Jedno co mi się nasuwa to podział obowiązków. Rozumiem doskonale dylemat podczas rozmowy o finansach. Dlatego warto przekazać te odpowiedzialność bratu ze zboru który może się zająć tymi rozmowami i od którego nie zależy oferta którą oferuje. To ważny element rozmowy bo eliminuje całkowicie bez sensowne poczucie winy. A rozmówców kieruje raczej na cel rozmowy. Mówię to z perspektywy mojej młodej wiary i doświadczeń ze świata w wycenianiu własnych usług. Moje doświadczenie handlowe podpowiada mi że część z tych obaw to niewłaściwe podejście do tematu. Ale jednocześnie rozumiem.
Amen! Zgadzam się w 100%, że mamy zawojować media... ale właśnie o to chodzi, że te utwory muszą być na poziomie, muszą być lepsze od tych, które są obecnie puszczane w stacjach radiowych. Przykro mi to stwierdzić, ale na chwilę obecną nie wiem, który z utworów chrześcijańskich mógłby zaistnieć. To musi być coś co "wpada w ucho". Jak często ludzie nie słuchają słów, a nucą różne utwory, a później zastanawiają się nad przekazem. Nie wiem... może ja nie znam wszystkich zespołów chrześcijańskich. Oczywiście niektóre mają fajne utwory, są na poziomie, ale czy to wystarczy? Osobiście uważam, że jest to muzyka dla wąskiego grona odbiorców, a nie dla ogółu.
Dlaczego z tym ministrem wyskoczyłem, ponieważ podobny problem mieli Polscy artyści i pod wpływem ich działań weszła ustawa, która nakazywała rozgłośniom radiowym puszczać polską muzę w 30 % czasu antenowego. Potem troszeczkę to zmieniono, ponieważ są rozgłośnie awangardowe, które miały z tym problem. Nie wiem czy to coś by dało, natomiast jeśli by zrobił sie szum to różne są czasem efekty...
Hehe... dobre :) Pisma do ministrów nic nie zmienią :) Bo co...? Bo takie radio teraz będzie miało określać co jest muzyką chrzescijańska a co nie jest? Co nie narusza uczuć innych religii itd? Czy w granej piosence ma występować słowo Jezus, czy nie ma? A moze nie więcej niż 3x? :)) Wszystko w naszych rękach... Jezus mówi posyłając nas w świat: „Bądźcie przebiegli jak węże, a nieskazitelni jak gołębie”... i czy to nie otwiera nam drzwi do WSZYSTKIEGO? Piszmy utwory, które zawojują stacje radiowe i tv! Do dzieła!
Widzę, że dyskusja nam się rozwija...;) Nasuwają się pytania. Jak to jest, że w mediach słyszy się muzykę o wszystkim (łącznie z wartościami przeciwnymi Bogu), a właściwie nie ma prawie nic "z dobrą nowiną? Co można zmienić? Czyż w świecie, w którym ludzie dzień w dzień słyszą koszmarne wiadomości muzyka chrześcijańska nie jest w stanie się "obronić'? Skoro czytamy tutaj wg niektórych, że m.c. rozwija się dobrze to w czym problem? Czy jest blokowana? Oczywiście, przesłanie Jezusa Chrystusa zawsze będzie miało wszelakiego rodzaju blokady, ale wobec tego może powinniśmy powołać stowarzyszenie wspólnie i wysłać pisma w tej sprawie do Ministra Kultury? Może to zmieni rzeczywistość i w konsekwencji muzykom będzie lepiej?
"...godzien bowiem robotnik zapłaty swojej." To nie ulega wątpliwości. Każdy, kto pracuje dla Królestwa Bożego jest godzien zapłaty. Niestety czasem, jeżeli nie można powiedzieć, że dość często, rzeczywistość bywa inna. Dlaczego? Bo jak to jest możliwe, że ludzie wierzący chcą aby im płacono? Przecież robią to dla Boga! A tu nagle chcą otrzymać zapłatę? To zabawne jak pięknie potrafimy omijać fragmenty Słowa Bożego, które są dla nas niewygodne. Czy muzyka chrześcijańska się rozwija? Być może, gdzieś tam pomału... Ale dlaczego nie może być tak, że w radio na co dzień "lecą" kawałki chrześcijańskich zespołów? Może jednak czegoś brakuje? Nie chciałabym krytykować pieśni kościelnych, ale zostawmy te pieśni dla kościoła i wierzących, a do świata idźmy z tym co do nich może trafić. Po pierwsze muzyka chrześcijańska MUSI być na wysokim poziomie, aby ludzie chcieli jej słuchać. Po drugie jej przekaz. Kto w świecie będzie chciał słuchać pieśni typu "Chwalę Cię Boże, bo jesteś tak dobry"? Przecież Ci ludzie nie znają Boga, nie znają Jego łaski, miłości i dobroci. Może warto wyjść do nich z tekstem, który ma przekaz chrześcijański, ale dopiero kiedy wsłuchamy się i zaczniemy analizować tekst? Przecież w życiu chrześcijan również bywa ciężko, bywamy gdzieś przytłoczeni problemami, ale mamy z tego wyjście. I tą nadzieję warto zanieść innym. Trzeba jednak zrobić to w taki sposób, aby oni chcieli tego słuchać.
Z wieloma problemami opisanymi w tym tekście spotkałem się w swojej pracy. Zgadzam się całkowicie z ostatnim wpisem x.Piotra. Uważam, iż Polska Muzyka Chrześcijańska cały czas się rozwija. Oczywiście są lepsze i gorsze czasy. Moim zdaniem należy tworzyć środowisko Polskiej Muzyki Chrześcijańskiej, nie będzie to żadne "getto"! Zapraszam na profil facebookowy http://www.facebook.com/polskamuzykachrzescijanska ktory stworzyła grupa zaangażowanych osób. Ta sama grupa prowadzi przygotowania do uruchomienia kilku medialnych inicjatyw promujących Polska Muzykę Chrześcijańska. Z Bogiem
Pozdrawiam wszystkich biorących udział w tej dyskusji. Uważam, że rzeczą oczywistą jest, że muzyka chrześcijańska (gramy o Jezusie i amen - wcale nie musimy się tłumaczyć z tego powodu) krok po kroku pomimo wielkich przeszkód rozwija się. Może nie tak szybko jak chcielibyśmy. Kiedy patrzymy na Stany Zjednoczone, to tam już od lat 70 CCM działa prężnie. U nas to "dopiero" ok 20 lat nowoczesnej muzyki chrześcijańskiej. Choć oczywiście jest tu ogrom do zrobienia - a możliwości patrząc na Polskę mówiąc delikatnie są przeogromne. Wynagrodzenie za koncert - oczywiście należy się artystom. Jeśli budujemy kościół - płacimy murarzowi, malarzom obrazów, twórcom witraży i koniec. Sprawa jest jasna. Tak samo powinno być z muzykami. Kiedy organizujemy w różnych parafiach koncerty to zawsze pytamy zespoły o cenę. To się im należy ze sprawiedliwości. I tyle. Uważam, że to są naprawdę sprawy jasne i klarowne. A odnośnie rozwoju muzyki chrześcijańskiej to bez Ducha ta muzyka nie będzie mieć ducha. Jeżeli zespół się nie będzie modlił i nie będzie sięgał po Pismo Święte to będą wtedy dwa tory. Przy większych przeszkodach muzycy się zrażą i przestaną grać. "Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa!" Z Bogiem!
Przy okazji naszego ostatniego grania w Gdańsku mieliśmy z Sylwkiem podobną dyskusję;-) Dobrze, że napisał ten artykuł. Ale do rzeczy: wydaje mi się, że jest to szerszy problem w polskim Kościele. Tak jak już ktoś napisał, nie bardzo wiemy, jak w Bożym Królestwie funkcjonują finanse. Rzeczywiście, zamiast zdrowego nauczania ciągle odbijamy się od dwóch skrajności: ewangelii sukcesu i teologii ubóstwa. Myślę, że polskie zbory wyglądałyby inaczej, gdyby ludzie wierzący zaczęli inwestować w swoje społeczności, bo naprawdę zdolnych osób, które chciałyby móc za przyzwoite wynagrodzenie pracować dla Kościoła, nam nie brakuje. Problem leży w oddawaniu dziesięciny i ofiary ponad to 10%. To skutkuje tym, że społeczności nie stać nawet na zatrudnienie pastora (!), czy personelu, a cóż dopiero muzyków… No i mamy później takie niedziele, gdzie grający, nauczający, sprzątający, wyświetlający, po tygodniu pracy zwyczajnie nie mogli znaleźć czasu na odpowiednie przygotowanie się do służby. Nie dlatego, że ją olewają, ale dlatego, że mają dobrze poukładane priorytety [najpierw rodzina, później praca i odpoczynek… i już mamy weekend]. Z tęsknotą umieszczamy wieczorami filmy na facebooku z fantastycznym uwielbieniem czy świetnie graficznie opracowane chrześcijańskie materiały z Australii czy USA i pytamy się kiedy tak będzie u nas. A u nas mogłoby być już nawet podobnie, gdyby chrześcijańskie społeczności nauczone były hojnie błogosławić swoje zbory finansowo. Sam jestem liderem młodzieży w dość dużym zborze i wiem, że najskuteczniejszym sposobem, by dofinansować nasze młodzieżowe pomysły jest sprzedawanie ciast/tostów po nabożeństwach. Okazuje się, że ludzie mają pieniądze, i chcą nimi błogosławić, tylko do czasu „odkrycia” przez młodych pomysłu z ciastami, zwyczajnie nie mieli sposobności, by to robić. Naprawdę, nie kupujmy kitu, że zbory są za biedne albo płyty/koncerty/grafika/zdjęcia itp. są za drogie. Pieniądze się znajdą w momencie jak wierzący zaczną hojnie błogosławić swoje społeczności.
No i chwała Bogu... Nareszcie, ktoś napisał... i właśnie oto chodzi. Ap. Paweł napisał 1Kor.9:14 "Tak też postanowił Pan, ażeby którzy ewangelię zwiastują, z ewangelii żyli." A w Filip.1:18 "...Byle tylko wszelkimi sposobami Chrystus był zwiastowany... , z tego się raduję i radować będę;" I o co ja wiem, mam przekonanie, że Uwielbienie, Muzyka też jest forma zwiastowania Ewangelii. Co do wniosku - zostawiam wam. Tylko powiem tak: ' nasuwa się sam ; ) '
zastanawiając się nad tym tematem muszę powiedzieć, że "przemysł" muzyczny działa w kościołach na zachodzie w zupełnie inny sposób i dlatego nie mają oni takich problemów!. Po pierwsze muzykę chrześcijańską, (czy bez tej nazwy), ale wykonywaną przez chrześcijan traktuje się na zasadach takich jak każda inna. Jest nie do pomyślenia, żeby ktoś publicznie wykorzystywał utwory danego wykonawcy bez jego zgody czy opłaty z tego tytułu. W praktyce wygląda to tak, że żaden kościół tak samo jak inne instytucje nie mogą publicznie, bez opłat i zgody wykorzystywać tych utworów !. Polskie kościoły natomiast KRADNĄ utwory innych wykonawców (zagranicznych, polskich) i przerabiają na swoje potrzeby, przez co przynoszą przekleństwo i ubóstwo do kościołów i polskich muzyków !. Powinniśmy zacząć szanować muzyków i dać im możliwość w każdym kościele do "wyprodukowania" nowych pieśni, jakie Bóg przynosi teraz do naszego kraju. Pieśni przebudzenia, które będą hitami w kościele i w świecie również !. Chyba trzeba powtórzyć to, że Polacy nie gęsi, własny język i pieśni mają... i mogą pisać ! Kościołowi często brakuje wiary, żeby zainwestować w własny "zespół muzyczny" i czekać cierpliwie na ich owoce. Nie zapłacą też za utwór np.Mateo, który wykonują w swoim kościele, bo po co? Jeszcze Mateusz miałby za dużo pieniędzy a oni by zbiednieli ! Wolimy wszystko za darmo, w komunistycznym stylu ale to za darmo kosztuje nas drożej niż gdybyśmy płacili i błogosławili naszych polskich lewitów !.
Myślę, że w środowisku katolickim, bardzo dużo zapału zniknęło w momencie, gdy wyszła instrukcja SA odnośnie muzyki kościelnej, która w sumie wykluczyła ze wsparcia swym magisterium muzykę inną niż tradycyjnie liturgiczną. A wystarczyło dodać, że nie zapominając o tradycji, potrzeba też wsparcia dla nowego ducha w muzyce, obecnego przecież i tak kolorowego.
Oooo własnie! i w tą stronę powinna pójść ta dyskusja! Róbmy swoje aby tej granicy nie było! Choć mam wrażenie, że jedyne co możemy zrobić to się modlić... Utarło się że zespół chrzescijański musi śpiewać "Alleluja, Bóg Cię kocha"... a dla mnie cenniejszy jest wierzący, który robi muzykę i śpiewa o rzeczach codziennych, które przytłaczają ludzi, a chrześcijan w szczególności... Sex, kasa, rodzina, prawda, kłamstwo, miłość... życie. Chrześcijanin wie, ze ma wołac Alleluja... ale czasem nie wie że trzeba być mężem jednaj żony ;)
Czy jest muzyka chrześcijańska? Czy taki zwierz istnieje? Czy będąc chrześcijaninem, napisze erotyk dla mojej Żony - to jest to muzyka chrześcijańska czy nie? A moze to bezsens szukać gdzieś tej granicy? Bo po co? Nie chodzi i grę słów ale o to co mamy w sercach i w głowach. Uznaliśmy dla naszej fałszywej, konformistycznej wygody, że jest taka szuflada i dzisiaj (gdy moda minęła) zbieramy tego owoce... Jestem Twórcą, ponieważ nie potrafię nim nie być! Niezaleznie od tego ile festiwali zostanie odwołanych, jak małe będę miał z tego pieniądze i niezależnie od tego jak wielu uzna mnie za relatywistę i zgniłego libertyna idącego na kompromis ze światem! I żeby sobie samemu wbić gwóźdź do trumny - na koniec dodam: Nigdy nie lubiłem tzw. "chrześcijańskich festiwali" Zawsze wydawały mi sie one gettem. Nie żałuję, że są odwoływane. Mnie zalezy, żeby inspirować moim Zbawicielem. Tego nie da się przeliczyć na pieniądze, popularność, liczbę zwolenników na facebooku... Z wyrazami szacunku.
Bogumił Lewandowski i Yuro Royal Rap - dzięki za wasz wpis. O to właśnie chodzi :)
Czytając ten artykuł od razu spostrzegłem, że myśli tam zawarte pochodzą z Bożego serca i dotykają spraw Kościoła, to jest ludzi Boga. Nie od dziś znane jest powiedzenie, że „portfel nawraca się ostatni”. W dzisiejszych kościołach ludzie odbijają się między dwoma skrajnościami, jakimi są ewangelia sukcesu, oraz teologia ubóstwa. Ci po pierwszej stronie barykady traktują Boga jak skarbonkę, zaś ci drudzy pełni obaw wolą pieniądze zakopać. Zdrowy środek, to teologia odpowiedzialności w zarządzaniu, o której uczy nas Jezus w przypowieściach. Po jednej z nich mówi: „Jeśli więc w niesprawiedliwej mamonie nie byliście wierni, któż wam powierzy prawdziwą wartość?” (Łuk. 16:11) Tak, Bóg nie powierza więcej tym, co trwonią, lub zakopują Jego zasoby. Podobnie czytamy w 2 Kor. 9:8 „A władny jest Bóg udzielić wam obficie wszelkiej łaski, abyście, mając zawsze wszystkiego pod dostatkiem, mogli hojnie łożyć na wszelką dobrą sprawę”. Co jest więc w tym artykule z Bożego serca? Ano to, że do Boga wszystko należy, także my sami z naszymi domami, całym dobytkiem, majątkiem i talentami. Powinniśmy zarządzać tak naprawdę Jego pieniędzmi tak, jak On by sam tego chciał. Jeśli tego nie robimy, On tego nie błogosławi. Nie czas pieniądze przejadać czy zakopywać. Czas się modlić o to, co mamy z nimi zrobić dla Bożej chwały. Czas szukać Jego zysku, dla Jego Królestwa, bo jaka jest dziś Polska i Polacy? Czy ten kraj Bóg może błogosławić obfitością? Czy może On błogosławić będący w tym kraju swój Kościół? Czy przypadkiem nie jest tak, że „nienawrócone portfele” nie chwalą Boga, a to czego brakuje to odpowiedzialnego, biblijnego zarządzania Bożymi zasobami? Ten artykuł Sylwku jest kolejnym głosem na ten temat spośród wielu, jakie ostatnio słyszałem od ludzi wzbudzonych przez Boga. Jednym ze wspanialszych odzewów na to zawołanie o finansowo-mentalną przemianę Kościoła jest Edukacja Finansowa Crown. Zdecydowałem się i ja prowadzić kursy Crown w Kościele dla małej grupy zainteresowanych Bożymi i biblijnymi zasadami zarządzania pieniędzmi. Pozostaje zadać sobie pytanie, czy uznajemy panowanie Boga nad swoim dobytkiem i finansami. A co by zrobił Jezus? W co by „inwestował”? Bogumił Lewandowski
Zdecydowanie bardzo trudny temat... Wszystko zaczyna się od nauczania jakie w danej wspólnocie jest głoszone. Słowo boże jest jedne dla każdego. Ale tak to niestety jest, że każdy to rozumie inaczej... Przykład modlitwa w językach... Z finansami jest podobnie. Wiem jedno z doświadczenia: człowiek, który regularnie płaci dziesięcinę Bogu nie ma problemów, żeby zapłacić człowiekowi i odwrotnie jeśli ktoś ma problem w dawaniu człowiekowi to prawdopodobnie nie płaci lub rzadko płaci Bogu. Biedne kościoły, bo nie ma dziesięciny lub mało wiernych, brak zaufania, że Bóg pomnaża i błogosławi. Ludzie boją się że dawanie kasy to ewangelia sukcesu a wszystko co związane z pieniędzmi w kościele jest owiane głęboką tajemnicą. Paweł pisał w Słowie Bożym, że zrezygnował z przywilejów apostoła, żeby nie być ciężarem dla innych (chodziło tu o finanse) i sam pracował na siebie. Myślę, że problem kasy to odwieczna sprawa :D Uważam, że kasa dla muzyków, którzy służą Bogu się należy, bo młócącemu wołu nie zawiązuje się pyska a jeśli ktoś coś zasiał to spodziewa się plonu, czyli za owoc pracy rąk muzyka należy się zapłata. Wiele razy jeździłem na drobne ewangelizacje i grałem koncerty dla 5 osób i dostawałem za to sporo kasy. Mówię teraz z perspektywy czasu, że można było darować sobie organizowanie takich koncertów i porządnie się przygotować na później, zrobić reklamę, itd. Trzeba robić może mniej ale konkretniej. Takie drobne akcje kościelne spokojnie ogarną wierni tego kościoła w ramach bycia członkiem :D ale raz w roku można uzbierać fundusze i dotknąć całe miasto z wielką pompą. Pomysłów jest mnóstwo. Potrzebujemy objawienia Bożego Słowa.
Witam Was! Przede wszystkim pragnę Wam bardzo podziękować za udział w dyskusji, nie spodziewałem się tak licznych wpisów! Poruszyliście tyle wątków, że nie wiem którego się chwycić :) Okazuje się bowiem, że temat, który poruszyliśmy to zaledwie wierzchołek góry lodowej, a nie rzadko temat tabu… Przez ostatnie 2 dni miałem wiele ciekawych rozmów telefonicznych w tej sprawie i okazuje się, że może być ona poruszona na szerszym polu - pisma, portale, pastorzy… Wygląda na to, że jeśli w najbliższych latach coś się nie zmieni, to Kościół w Polsce może stracić wielu cennych artystów. Posłużę się przykładem jednym z wielu: Jeden ze znanych raperów, który jeździ od kilku lat z Ewangelią po kraju i prócz Boga i Żony nie ma większej pasji, zjeździł już dziesiątki tysięcy kilometrów, a dzięki Niemu Ewangelię usłyszało jeszcze więcej tysięcy ludzi - na koncertach, spotkaniach, uwielbieniach, ewangelizacjach. Chciałoby się - może nie do końca dosłownie - powiedzieć, że zrobił w tym czasie więcej dla Królestwa, niż wiele kościołów razem wziętych! Choć z powodu dziesiątek zaproszeń i nalegań, aby przyjechał nie może pracować… szuka pracy… bo nie ma na czynsz. Jest duże prawdopodobieństwo, że gdy w Jego rodzinie pojawi się dziecko - przestanie jeździć… Zmienią się priorytety. Co ważne! W tym wszystkim naprawdę nie chodzi o to, aby każdy artysta miał taryfikator i zaczynał wszelkie rozmowy od stawek za usługę! Nie dajmy się zwariować, ale gdy widzi się na co dzień przykłady jak ten powyższy, to jednak przychodzą myśli, ze coś tu nie gra. Zastanawiam się czy jest możliwość zrobić coś wspólnie jako artyści, muzycy i nie tylko - jak się okazuje - aby zmieniać tą trudną rzeczywistość jaka nas otacza, przetrzeć szlaki następnym… Nie wiem… Wiem za to, ze trzeba o tym rozmawiać i nie zamiatać tematu pod dywan, a co najważniejsze wołać do Pana, który nada piękną harmonię tym niepoukładanym dźwiękom :)
Podpisuje się całkowicie pod artykułem. Krzysiek Kramarz, www.pospolite.ruszenie.pl
Jestem tego samego zdania i z tego co wiem, kawosze myślą właśnie o takiej płycie, która wypromuje się kilkoma pozytywnymi utworami, a jak ktoś kupi płytę, to odkryje na niej kilka bardzo mocnych przekazów. Trzymam kciuki całym sercem, bo dla mnie to jeden z ciekawszych zespołów na naszym rynku "z rybką" :)
Zgadzam się z Tobą Sylwek. Chciałbym jednak zauważyć jedną rzecz. Grupa odbiorców zespołów chrześcijańskich jest bardzo wąska w Polsce. W ostatnim roku oprócz Waszej płytki wyszło kilka innych. Mniej czy bardziej znanych, nieważne. Tak się zastanawiam.. Czy nie warto byłoby część repertuaru zrobić pod publikę "ze świata", czy cała płyta chrześcijańskiego zboru musi być o Bogu, miłości, łasce... Może to jest kluczem do tego aby zasięg odbiorców znacząco się poszerzył, a przy okazji zainspirował pozytywnym przesłaniem pozostałych ewangelizujących kawałków. Słucham często polskiej Czwórki.. Tyle tam najróżniejszego "badziewia" często leci i ludzie chcą tego słuchać.. tym bardziej jestem przekonany, że znaleźli by się fani np. Kawy której brzmienie nakręca pozytywnie, ale nie chcą słuchać od razu czegoś co im mocno kojarzy się z religią.. Bogiem.. Z drugiej strony jest chyba taki trend, że pojawiają się utwory niechrześcijańskich wykonawców, które potrafią wpleść pozytywne przesłanie, nawiązujące w stronę nieba. Słyszysz kawałek pierwszy raz i zastanawiasz się kto to śpiewa.. Taki Mezo na przykład.. potrafił w utworze "Ważne" wstawić wątek walki Dawida z Goliatem. To taki akcent. Nie wiem czy mnie rozumiecie. Reasumując, może warto by było nagrać kilka utworów o życiu, wolności, trudnych wyborach, trudzie codzienności.. raperzy są dobrzy w mocnych tekstach i zawrzeć w nich tylko jakieś ślady wskazujące na Boga.. Osobiście uważam, że wtedy taki zespół, który muzycznie przebija wiele zwykłych kapel, których słucha się w radiu, mógłby znacząco poszerzyć grono odbiorców, a co za tym idzie zarabiać oraz sprytnie przemycać ewangelię, puszczaną w radioodbiorniki polskich domów.
O artykuł zapytało już kilka znaczących portali chrześcijańskich... Także... chyba się pojawi :)
Co dalej? Zrobiliśmy burzę w szklance wody i...? Za rok, przy okazji kolejnego odwołanego festiwalu bądź rozwiązanego zespołu ktoś znowu coś napisze? Sylwek, jako autor wpisu, może pociągnąłbyś temat i dał to do Chrześcijanina lub...? Właściwie nie ma gdzie tego poruszyć ;) To temat, którym warto zainfekować większy krąg niż te kilka osób na blogu.
Artykuł daje do myślenia i mimo tego, że sam "służę jako muzyk", musiałem ocenić to co sam robię w kierunku zmiany tego myślenia w swoim otoczeniu... Cieszę się, że podjąłeś się tego tematu Sylwek. Oby odpowiedni ludzie przeczytali to i zrozumieli. Myślę często o tym, że jako chrześcijanie w Polsce musimy dojrzeć do świadomości, że pieniądze nie pochodzą z piekła i Biblia dużo naucza na temat finansów - dziesięcina, dary, wspomaganie biednych, należna zapłata za wykonaną pracę itd... Myślę, że pokory naszym muzykom nie brakuje, więc kilka groszy im w głowie nie poprzewraca. Jeśli ktoś nie wie od czego zacząć, to oprócz kupowania płyt, można się zastanowić, czy np gitarzysta w Twoim kościele musi sam wykładać kasę na struny, może nie jest w stanie uzbierać na lepszą gitarę, a obecna ledwo zipie i dawno już nie stroi jak powinna... Rozwiązania są często prostsze niż nam się wydaje. Z innej strony tego tematu - a propos wykonywania muzyki innej niż "uwielbieniowa", spójrzmy np na rynek muzyki chrześcijańskiej w USA. Jak wiele zespołów prowadzi swoją działalność muzyczną na dwa fronty. Jednego miesiąca prowadzą koncert uwielbienia, a w następnym piosenka z ich albumu staje się hitem filmów z Hollywood. Ich twórczość czasami nie ma w sobie ani jednego słowa "Bóg", "Jezus", ani religijnego języka. Czy to dobrze? Albo odwrotnie... Czy to jest w jakiś sposób złe? Wiele ich tekstów przemyca prawdy biblijne i chrześcijańskie standardy, podejście do życia. Chrześcijanie - też ludzie - zakochują się, przeżywają rozpacz, cieszą się z porannego słońca i dobrej kawy. Warto czasami posłuchać dobrej, przemyślanej piosenki "o życiu" wykonanej przez wierzących. W Polsce to luka, którą mało kto wypełnia. Kiedy parę lat temu pierwszy raz słuchałem Tomka Żółtko i jego poezji, piosenek o miłości, o rodzinie, stwierdziłem, że na tamten czas powinni go sklonować z 10 razy i za każdym razem zmienić jakiś gen odpowiedzialny za gatunek muzyki. Brakuje mi cały czas muzyki "neutralnej" tworzonej przez polskich, wierzących artystów... A na koniec dodając inne profesje do problemu... Słyszał może ktoś: "tylu informatyków w zborze, a komputer nie działa", albo "przydałaby się nowa stronka... zrobisz?" :) Nie mówię, że wszystko źle - praca dla zboru przynosi satysfakcję, jeśli wiesz, że komuś może to pomóc poznać Jezusa. Jednak błędem będzie przyjmować za pewnik, że ktoś POWINIEN coś zrobić, bo w końcu jest chrześcijaninem, więc zapłatę odbierze sobie z konta w Niebie. Szanujmy siebie nawzajem, tak, jakbyśmy chcieli być szanowani.
Czytając to wszystko przychodzi mi na myśl taki wniosek: Musimy łamać w kościołach tą polską mentalność! Mamy żyć mentalnością Bożego Królestwa!
@Tomasz Iwański. Może źle napisałem - wiem, że Ty wiesz co to jest poświęcenie i nie musisz się tłumaczyć. Chodzi o właściwe proporcje, żebyśmy nie doszli do położenia niemieckich kościołów, w których młodzi ludzie nie chcą się angażować, bo... za mało im płacą. Z mojego doświadczenia (biblijnej wiedzy) - jak masz coś oddać, to oddaj to bez wypominania, jak nie możesz, nie oddawaj i bądź wolny. Z zaznaczeniem, że działa to w dwie strony. ps. Robi z tego OT...
@Tomasz - wiem, co to jest POŚWIĘCENIE. Więcej zleceń w kościele robię za - dziękuję. Stąd jestem przekonany, że mój głos w dyskusji jest jak najbardziej na miejscu. Tak na marginesie, właśnie borykam się z usterką sprzętu i muszę wyłożyć na naprawę 650zł z własnej kieszeni. Sam decyduję się wspierać kościół jak mogę - i często kończy się na usłudze gratis, lecz zauważam, że zaczyna być to demoralizujące. Bo biblia uczy, że godzien jest robotnik zapłaty swojej. Jeśli napisałem, że dla pewnych chrześcijan wynajęcie zespołu jest "za drogo" to znaczy, że jakakolwiek cena to będzie - "za drogo" bo przecież za darmo najlepiej. I najlepiej jest powiedzieć to słowo - POŚWIĘCENIE. To może odwróćmy kota i zapytajmy się zboru, że może on się POŚWIĘCI i zapłacić zespołowi - bo chce np. robić koncert ewangelizacyjny z dobrym zespołem, bo u nich muzycy nie są za dobrzy. Słowo MISJA zasłania dziś wielu osobom oczy. Ostatnio np. jeden webmaster bez mojej zgody i wiedzy ściągnął zdjęcie mojego autorstwa i umieścił na stronie, za którą wziął pieniądze. Interweniowałem, to spotkałem się z lekkim zdziwieniem. Innym razem, ktoś prosił mnie, żebym skopiował mu płytę z muzyką, a stać go było żeby kupić ten album za 25zł. Piszę o środowisku chrześcijańskim, żeby było jasne. Świat stanął na głowie.
Dokładnie tak... Już to gdzieś dziś powiedziałem ;) Są rzeczy ważne i ważniejsze... Trzeba rozsądzić czy spierać się o 100 zł czy ratować życie ludzkie!
@Tomasz Iwański. Piszesz: "Przykro mi powiedzieć, ale zdarzało się mi spierać z chrześcijanami odpowiedzialnymi za pieniądze w kościele, żeby zapłacić zespołowi. Bo za drogo". Po pierwsze, takie rzeczy ustala się PRZED koncertem. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem. ale dlaczego napiętnujesz pojęcie 'za drogo'? Jak nie stać mnie na BMW, więc jeżdżę słabszym autem, tak nie stać mnie na zespół X. Mają takie koszta, taką stawkę, nie zejdą, bo nie mogą to... dalej ich lubię i szanuję, a nie rozpowiadam, że są kosmitami. Mnie na nich nie stać, szukam swojej półki. To, co się tu opisuje to w ogóle problem polskiej mentalności a nie kościelnej. Chcielibyśmy rzeczy za darmo, norma. Tomaszu a powiedz co byś powiedział artystę obrażonego za traktowanie proszącego o... zrobienie strony za... darmo :) A zdarzają się takie ciekawostki. Enyłej trzeba się nauczyć rozmawiać o pieniądzach normalnie, trzymać się swojej tożsamości w Bogu i nie dać się zbić docinkami. Acha, i proszę nie zapominajmy o słowie POŚWIĘCENIE. Nie wszystko jest za kasę, żeby było jasne.
No pięknie :))) To teraz sprzedałeś przepis jak to robić :) Mam nadzieję, że tak nie będzie :) Ze będzie prawda, szczerość i przez to błogosławieństwo :)
Myślę, że trzeba rozróżnić też taką sprawę, czy kościół, który zaprasza nie jest malutki i zwyczajnie go na to nie stać. Choć inna sprawa, to taka, ze jeśli nie stać to nie biorę, ale przecież można to zorganizować z innymi kościołami z miasta. Mi się bardzo podobało (a organizowałem koncert KAWY) że gdy rozmawiałem z Radkiem, i dałem Mu do zrozumienia, że szyjemy jak możemy, to bardzo delikatnie starał się wyczuć jakim jesteśmy kościołem, na co nas stać, czułem się trochę jak na sesji z psychologiem ;p Ale dzięki temu myślę że było obopólne zadowolenie :) Także, jeśli kosciółek jest biedny, to niech nie zamyka się na innych w mieście :)
Mamy coraz więcej utalentowanych muzyków. Nie jest już wstydem puścić muzykę chrześcijańską znajomym ze świata. Żenadą jest rozdawanie kopiowanych (czyt.kradzionych) płyt z tą muzyką. Poniżej poziomu jest chwalenie się, że posiada się TB nielegalnej muzyki na dyskach w kompie. Chcemy słuchać dobrej muzyki, a nie chcemy wydać 10-20zł na płytę, czy dorzucić do kolekty na grający zespół. Wszystko - mówimy - za darmo. Darmo wzięliście - darmo dawajcie. Nie, to nie jest tak. Muzycy płacą, tak jak Sylwek pisze, duże pieniądze, żeby się doskonalić, doposażać, być coraz lepszymi. To kosztuje i nie jest to koszt 20zł. Przykro mi powiedzieć, ale zdarzało się mi spierać z chrześcijanami odpowiedzialnymi za pieniądze w kościele, żeby zapłacić zespołowi. Bo za drogo. A ja się pytam, czy za drogo było Jezusowi zrezygnować ze wszystkiego dla mnie i dla ciebie? Nie, on zapłacił i to najwyższą cenę. Dlatego i dziś powinniśmy być przygotowani na koszty przy ewangelizacjach - koszty związane z muzykami. Chcemy się nimi szczycić, chwalić przed światem - to im zapłaćmy, żeby jaki pisze Sylwek - nie poszli do fabryk i nie mieli czasu na granie. Czas to pieniądz - pamiętajmy o tym. Osobiście zajmuję się fotografią w kościele i też spotykają mnie takie "propozycje" - fajnie, że masz aparat i coś tam umiesz - przyjedź porób zdjęcia na moim ślubie. Wtedy ja mówię - ok, ale ja jestem płatnym fotografem. No wiesz? To nie po chrześcijańsku. Nie po chrześcijańsku jest wtedy kiedy taki fotograf poświęci czas i przyjedzie by udokumentować twój ślub, a ty mu nic nie zapłacisz i go nawet na wesele nie zaprosisz. Niestety i takie miałem przypadki. Obudź się ludu Boży.
Czyli okazuje się, że ten temat dotyka nie tylko muzyków, ale ogólnie artystów w kościołach.
No to się jeszcze powymądrzam :) @Algi. Dlaczego nie jeździsz? Bo nie było tak jak zakładałaś? Nie wiem jak było w Twoim wypadku, ale często widzę młodych ludzi, którzy zaczynają coś robić na zasadzie - mogę robić to za darmo, a potem mają pretensję, że robią to za... darmo. Niekonsekwencja i pretensje dookoła. Żeby było jasne - nie atakuję Cię i nie osądzam. Boli, że ludzie pełni pasji, którzy wiernie służyli Kościołowi, zostali odstawieni na boczny tor, bo śmią mówić o pieniądzach. Niestety w takich wypadkach widać na dłoni niedojrzałość młodych i niedojrzałość zarządzających kościołami. @Zuza. Masz doskonałe pole do zmiany mentalności! Kto to jest Kościół - to MY! Już dzisiaj wiele z Was będzie zakładało/zakłada kościoły. To miejsce na nową mentalność. Jeśli nawet nam ma być gorzej (nie gram dzisiaj i jakoś żyję), to niech ci, którzy przyjdą po nas mają lepiej. Ktoś musi przecierać szlaki. Może to pomoże - do niedawna zajmowałem się zawodowo grafiką i przyjąłem zasadę współpracy z kościołem - albo za pełną kasę, albo za darmo. Mam czas i możliwości (dla swojego kościoła staram się znaleźć zawsze) robię za darmo. Jak wpada coś xtra liczę pełną stawkę komercyjną. W ten sposób nigdy nie pracuję za pół stawki i nie mam do nikogo pretensji. Błogosławię kiedy mogę, a kiedy nie mogę, trudno - jestem w tym wolny. :) @Muzyk - to wcale nie jest proste, trzeba dużo zaparcia, konsekwencji i... dystansu. Bez tego dojdziemy do wniosku, że Kościół jest be i nic w nim nie warto robić. Spróbujmy powiedzieć to większości pastorów, kórzy pracują zawodowo i zajmują się trzódką za... nagrodę w Niebie. I jak prawdziwe jest podsumowanie, że takiemy pastorowi, pracującemu całe życie za darmo dla Kościoła, trudno jest zrozumieć dlaczego trzeba płacić za koncert, podczas którego głosi się Ewangelię.
Zgoda po maksie - myślę, że jest jakiś porzadek we wszystkim. Są np ludzie, którzy robią nagranie na weselu dla stryjenki i są ludzie, którzy pracują nad tym by robić np Program telewizyjny jak np Ja z moją ekipą. A ktoś powie z boku eeeeee teraz film w HD można nakęcić z telefonu. Hmmmm...................................... Tak i z muzyką są fałszujący i grający średnio na jeża koscielni uwielbiacze wolontariusze i jesyt ktoś kto ich uczy i jest to jego Fachem. Czemu ten kto uczy miałby nie dostać jakiejś kaski skoro umie 20 razy więcej i cały swój czas poświęca tym co chcą trochę liznąć. Sam spiewam i mam świadomość , że mój poziom to 50% tego co potrafią osoby, które mnie prowadzą muzycznie. Kiedyś myślałem, że jest inaczej ale hmm nabrałem pokory. Maciek z Zbij Szybkę/ Elohim
Ja też jeździłem 11 lat za darmo, za koszty, za swoje, za obiad, za nocleg. Już nie jeżdżę! Wcale! 10 lat była pasja i poczucie wielkiej misji, w jedenastym roku przyszedł żal i zgorzknienie. Naiwność zamieniła się w wizję wielkiego wykorzystywania. Jakby łuski z oczu spadły.
Aktualnie jestem na etapie zbierania osób do składu, pierwszych prób i drobnych usług... mam naprawdę nieprzeciętne osoby tutaj na miejscu, ale widze z jakimi problemami się zmagają by się utrzymać w Wa-wie... Kocham to co robie, to że mogę przede wszystkim służyć Bogu... ale wiele razy słyszałam opinie skoro potrafisz grać to musisz jechać: na misję, na obóz, grać co niedzielę, na spotkaniu grupy młodzieżowej, najlepiej na nabożeństwie w ciagu tygodnia, wyjeżdżać na noce chwały itd.. w ostatnie wakacje pracowałam na obozie dla dzieci, jeszcze przed rozpoczaciem prosiłam grupe organizującą obóz o fundusz 25-35 złotych na nowe struny. Odmówiono mi. Już pierwszego dnia obozu 1 stuna odmówiła posłuszeństwa i pękła (zachowałam się nieprofesjonalnie i wstawiłam pojedynczą strunę, którą miałąm w zapasie do starego kompletu by minimalizować koszta własne), dwa dni póżniej kolejna poszła. Z własnej kieszeni pokrywałam wszystkie koszta zwiazane z zakupem nowego kompletu strun. Niby nie wiele, ale gdy się podliczy pieniądze za transport + nowe rzeczy które musza być, to wychodzi juz ładna sumka jak dla studenta... Jak mówić o tym, że pewne rzeczy są niezbędne do pracy, by nie spotkać się z krytyką?
Dobrze, ze o tym piszecie. Nie chciałam się odzywać, ale jednak spróbuję :) Śpiewam w bardzo znanym zespole chrześcijańskim i mamy rewelacyjnego managera, ale z przykrością stwierdzam, że przynajmniej od roku nie zagraliśmy za pełną stawkę. Dodam, że ów manager działa również z gwiazdami "ze świata" i niejednokrotnie wspomina, że tam NIGDY nie spotkał się z negocjacjami, stawka jest stawką. Negocjuje jedynie przy wielkich wydarzeniach, gdzie z reguły gra się za większe pieniądze. Jeśli mamy profesjonalnie podchodzić do swojego zawodu, to to jest moje zdanie.
Dodam jeszcze ze nie chodzi o fullowe granie i życie tylko z tego... Chodzi o to, ze gdy już jest, to niech będzie jak należy. Nie traktujemy tego też bardzo sztywno, staramy się rozeznać jakie są możliwości zapraszających itd...
No właśnie Zuza! O mentalność tu chodzi! Założę się, że zespół nie "negocjowałby sam ze sobą" gdyby nie miał na uwadze mentalności, z którą się zderza wszędzie!
Tomasz może to dla Ciebie proste, dla mnie jako biznesmena z zewnątrz też wygląda to prosto, ale jak trzeba zacząć działać to już ręce się załamują, bo okazuje się, że jeśli nie zejdziesz z gaży przynajmniej o 30-50% to nie zagrasz koncertu pół roku.
Czyżby znalazł się manager KAWY? :) Byłoby super :) Chcemy zwrócić uwagę tym artykułem nie tylko na siebie, jakoś sobie radzimy. Bardziej mobilizacją do tego artykułu było to co się dzieje z festiwalami i koncertami, oraz z muzykami, od których słyszy się gorzkie słowa. A wracając do menago... Jesli już jakiś się trafi to chce wejsć na gotowe: znany wypromowany zespół, smutne, ale dlatego radzimy sobie jakoś sami, mimo, że jesteśmy ciągle otwarci na prawdziwego managera... Uwierz, ze nawet gdy był... to szybko zniknął bo przytłoczyła go niemoc :) Dziekujemy za miłe słowa!
Na chwilę obecną jestem studentką WST na specjalizacji muzycznej... Mój kierunek najprawdopodobnij będzie stał jako jeden z pierwszych do zlikwidowania ponieważ jest coraz mniej osób chętnych. Aktualnie jestem sama na I roku... to smutne jak wyglądają zespoły w kościołach, często się nie rozwijają, poziom umiejętności jest marny, a przecież są możliwości by się rozwijać pod okiem naprawdę niezłych muzyków. Moi wykładowcy pracują w placówkach świeckich, ale wiem, że gdyby tylko mieli możliwość utrzymać się tylko z pracy dla Pana to by wykorzystali swój czas w 100% dla pracy dla Niego. Sama grałam w zespole świeckim, nowo powstałe zespoły wychodzace dopiero na scene w mniejszych miastach dostają w klubach malą pieniężną rekompensate (za pierwsze koncerty dostawaliśmy ok 300-500 zl, nie dużo ale zawsze). przenosząc na realia kościelne... rzadko kiedy zdaża sie, że zbór pokrywa mi koszty transportu, a co dopiero całą usługę... Niestety musi zmienić się mentalność ludzi... w Polsce jest wiele osób utalentowanych, ale nie wykorzystują swojego potencjalu. Moja uczelnia stwarza naprawdę możliwości dla tych co chcą się rozwijać, niestety nie wiele zborów decyduje sie na wsparcie finansowe studentów... moim marzeniem jest stworzyć zespół, który będzie usługiwał i głosił ewangelię, ale często przeraża mnie to marzenie z powodu danej mentalności ludzi. pozdr:)
Może po prostu zatrudnijcie menadżerów, a nie sami negocjujecie wynagrodzenie i macie takie "wątpliwości"? W tym, co opisaliście, widać biznesowy błąd - skoro nie potraficie gadać o kasie, weźcie kogoś, kto nie ma z tym problemu! Zespoły zapraszamy z przyjemnością i NORMĄ jest, że im się za to płaci. Jeśli na kogoś nas nie stać negocjujemy stawki (to normalne), jeśli nie, trzeba sięgnąć po kogoś tańszego. To NORMALNE zasady rynku. BTW. Ostatnia rozmowa z zespołem przebiegała bardzo ciekawie - zespół sam ze sobą negocjował stawki (obniżał), bo bał się, że go nie zaprosimy. Taka ciekawostka, która pokazuje, że o ile do instrumentów podchodzi się profesjonalnie to do managementu niekoniecznie ;) Pochodzę z pokolenia, które jeździło i grało za zwrot kosztów lub bez zwrotu. Traktowaliśmy to jako służbę nawet, jeśli kosztowało zarwane noce, pozostawione rodziny i to wszystko o czym piszesz. Sylwek, to taki zawód - muzyk nie siedzi 8 godzin na etacie, by pierwszego iść po kasę. Dzisiaj podejście do "grania" się zmieniło, ale nie zmieniło się jedno - jeśli NAPRAWDĘ chcesz coś robić to zaciskasz zęby i ROBISZ TO bez względu na wszystko. Najzwyczajniej w świecie nie będzieci żyli z grania dopóki sobie na to poświęceniem nie zapracujecie. PS. Nie dawajcie się zniechęceniu, przeżywacie ten sam ból co pastorzy, liderzy, którzy chcieliby pracować fultajmowo dla Kościoła (jeśli to was w ogóle pocieszy...). Uważam was za jeden z ciekawszych zespołów chrześcijańskich na polskim rynku. Wierzę, że przyjdą czasy, kiedy będziecie odmawiali z braku wolnych terminów. Do tego czasu jednak, zaciskajcie zęby, zginajcie kolana i do przodu! pzdrw
Właśnie miałem o tym rozmowę na Zimowym Zjeździe z Radkiem - waszym gitarzystą, mówił dokładnie o tym samym i w pełni popieram te przemyślenia, chyba jesteście pierwsi, którzy się odważyli mówić o tym głośno i tak prawdziwie, niech Was Bóg w tym prowadzi!
Amen! W 100% popieram! Chwała Bogu, że zostało ujęte w słowa tak mądre i prawdziwe. Niech was Bóg błogosławi w dalszej służbie i rozwoju. Kocham was! ;)
Gdy kościoły zapraszają mnie bym zagrał koncert i przychodzi czas rozmowy o finansach, to czuję się jak... złodziej. Może ostro to ująłem, ale ogarnia mnie straszne przytłoczenie gdy widzę te miny, ciszę w słuchawce telefonu itd. Tak jak bym był niegodzien. Presja powoduje, ze już mi się nie chce :(
U nas w kościele, w którym jest ok. 300 członków jeszcze kilka lat temu były 4 zespoły uwielbieniowe, wychodziły na zewnątrz, grały koncerty. Teraz jest jeden, który ledwo zipie, a uwielbieniem zajmuje się z przymusu starsze pokolenie. Ale właśnie tak jak piszecie uświadomiłam sobie, ze nikt nie modlił się o te zespoły, nikt ich nie wspierał, raczej zawsze krytykował. No i nie ma...
Wstyd przyznać, że w tej materii moglibyśmy uczyć się od ludzi "ze świata". Nie pamiętam, żeby nawet przeciętne grupy grały za darmo tylko dlatego, że zabrakło kasy, żeby im zapłacić. poniekąd wiele służb i powołań jest w Kościołach (przez duże K, ponieważ bardziej chodzi o tą zbiorowość ludzi i ich mentalność, niż organizację) niedoceniana, ignorowana lub zwyczajnie - marnowana. Przykre to i gorzkie. Gdzie jest ta Miłość, o której głośno mówi się na nabożeństwach? Kończy się, gdy przychodzi, jak wspomniałeś "godnie wynagrodzić robotnika za pracę". Później spotykamy utalentowanych, ale sfrustrowanych, odepchniętych i opuszczonych braci i siostry, którzy chcieliby służyć tym, co potrafią, lecz zwyczajnie... nie mogą. Szkoda. Temat wart głębszego przemyślenia.

